ROZMOWA Z RAFAŁEM SIWKIEM


POLSKI BAS OTWIERA SEZON W TEATRZE BOLSZOJ !!!

Fot: Kinga Karpati i Daniel Zarewicz 

Nadia: Jesteśmy w Weronie, niedaleko od przepięknej Arena di Verona, gdzie od 1936 r. odbywa się słynny letni Festiwal, na którym od wielu już lat występujesz. Zacznijmy naszą rozmowę właśnie od tego miejsca. Za chwilę spektakl Nabucco z Tobą w roli Zachariasza. Jak to się stało, że zacząłeś śpiewać w Weronie?

Rafał: Był rok 2005. Miałem wtedy włoskiego impresaria, który zorganizował mi występy w Cyganerii. Doborowa obsada Marcelo Alvarez, Fiorenza Cedolins, Mariusz Kwiecień. To był piękny, ciekawy spektakl. Panuje tu taki zwyczaj, że wchodzi się w spektakle poniekąd od ręki. Gdy produkcja jest już grana od jakiegoś czasu, ogląda się poprzedni spektakl i z niewielką liczbą prób. Pamiętam, że miałem jedną muzyczną próbę z asystentem Daniela Orena. Co ciekawe, tym asystentem był Carlo Montanaro, późniejszy szef muzyczny naszej Opery Narodowej, wspaniały dyrygent i prywatnie uroczy człowiek. Tak to się zaczęło.

Nadia:  Powiedz proszę - czy śpiewanie w takim miejscu jak to, pod gołym niebem – na Arenie di Verona – różni się od śpiewania w konwencjonalnych teatrach, czy technika śpiewu jest inna, trzeba jakoś inaczej się przygotować do roli?

Rafał: Technika jest jedna, staram się śpiewać tak samo na scenach dużych i mniejszych z dobrą i złą akustyką. Mam pewną, wypracowaną już technikę śpiewu. Natomiast na Arenie na inne rzeczy zwraca się uwagę. Tu nie słychać wszystkich niuansów śpiewu z uwagi na to, że jest tak duża odległość między sceną, a widzami, natomiast słychać piękne frazowanie, głos, który się leje, legato. Pewnych rzeczy nie słychać, a inne słychać zwielokrotnione. To ogromny obiekt, 15 tysięcy widzów, pod gołym niebem, a więc pogoda ma duży wpływ na to jak się tutaj pracuje...

Nadia: A wygląd, dobra prezencja pomaga w tym zawodzie?

Rafał: Na scenie zawsze.

Nadia: A w życiu?

Rafał: Nie należy tego wykorzystywać :-) Na Arenie jest ważna. A powiem Ci coś jeszcze, o czym mało kto wie. We Włoszech nie zamówisz creme brulee!

Nadia: Nie znają…?

Rafał: Znają, ale jak powiesz creme brulee to patrzą na ciebie z szeroko otwartymi oczami i pytają „cosa?”, ale jak powiesz crema catalana to od razu wiedzą o co chodzi! Zaraz ci pokażę. :-)

Nadia: No nie będziemy chyba jeść teraz creme brulee…

Rafał: Creme brulee nie, ale crema catalana !

Chwilowa przerwa w rozmowie w wiadomym celu konsumpcyjnym i wszystko się zgadza we Włoszech jada się crema catalana. :-)





Nadia: Słyszałam, że Twoja droga do zawodu śpiewaka biegła przez studia w Szkole Głównej Handlowej. Tak było? Jak to się stało, że przeskoczyłeś z ekonomii na śpiewanie?

Rafał:  Przypadek... W szkole średniej, a kończyłem liceum Poniatowskiego w Warszawie, kolega z klasy, który był też w szkole średniej na Miodowej (szkoła muzyczna), powiedział „Siwy słuchaj, masz taki głos, zaprowadzę Cię na Miodową, może coś z tego będzie.” Tak się z nim przeszedłem po prostu. Tam usłyszał mnie kierownik wydziału wokalnego i już nie wypuścił :-). Pamiętam, że na pierwszym spotkaniu pokazał mi arię, którą będę śpiewał na dyplomie.

Nadia: Trudno było funkcjonować w tych dwóch światach?

Rafał: Na początku jeszcze żyłem w pewnym zawieszeniu pomiędzy ekonomią, a sztuką. Później środek ciężkości przesunął się w kierunku muzyki i tak już zostało.

Nadia: A pamiętasz swój debiut?

Rafał: Debiutowałem w nagraniu Trubadura z Operą Wrocławską. Natomiast mój sceniczny debiut miał miejsce później z Warszawska Operą Kameralną, gdzie wystąpiłem jako Sarastro w Czarodziejskim Flecie i w Operze Narodowej jako Książę Gremin w Onieginie. To był taki właściwy debiut, bo od tego wszystko się zaczęło.

Nadia: W którym to było roku? To ten Oniegin M. Trelińskiego?

Rafał:  Tak, w 2002 roku była premiera. Śpiewałem wówczas prawie wszystkie spektakle. Rola Gremina ogranicza się właściwie do jednej arii, za to wyjątkowo pięknej i bardzo podobającej się publiczności. Pewnie z dwadzieścia razy wystąpiłem w tej produkcji...

Nadia: Byłam na tym przedstawieniu.

Rafał: No widzisz! I Co?

Nadia: Spodobało mi się, bo później byłam jeszcze z pięć razy. :-) A jak się potem potoczyły Twoje ścieżki zawodowe po tym Onieginie?

Rafał: Zacząłem występować dużo na scenie Opery Narodowej. Sporadycznie także na innych polskich scenach. Śpiewałem dużo koncertów oratoryjnych. Pojechałem na kilka konkursów, gdzie zdobyłem nagrody – Belvedere w Wiedniu i  Competizione dell’Opera w Dreźnie. Pamiętam, że po zaśpiewaniu Gremina w drugim etapie w Wiedniu miałem już wizytówki kilku agentów, którzy chcieli ze mna pracować. Pewnego dnia otrzymałem telefon od Mario Dradiego, który był wówczas menagerem Placido Domingo, Jose Carrerasa, czy Ruggiero Raimondiego z zapytaniem, czy nie zaśpiewałbym w Requiem Verdiego w Accademia di Santa Cecilia w Rzymie, w Parco della Musica. Przepiękny obiekt! Nawet kiedyś pojawiły się plany, aby powstała jego kopia w Warszawie, ale oczywiście rozbiło się o pieniądze. No i tym Requiem w Rzymie dyrygował Zubin Mehta, nagranie DVD, transmisja na cały świat, śpiewali Fiorenza Cedolins, Luciana D'Intino, Ramon Vargas i ja…

Nasia: Tak stałeś się sławny?

Rafał: Nie jestem sławny. Nie gonię za sławą i nie zabiegam o nią. Praca na całe szczęście jakoś sama do mnie przychodzi. A tak to się wszystko zaczęło. Pamiętam, że miałem jeszcze indywidualną próbę z Zubinem Mehtą w Monachium. Maestro spytał, czy śpiewam Filipa w Don Carlosie. W takiej sytuacji nie należy przyznawać się, jeśli się nie śpiewało ;-) Zaproponował mi serię koncertów ze swoją Israel Philharmonic Orchestra. To był 2005 r., miałem wtedy lat 30.

Nadia: Spektakularny początek kariery! A jak jest teraz? Wiem, że jesteś bardzo zapracowanym śpiewakiem. Pełny kalendarz, nieustające podróże, spektakularne role w sławnych teatrach. A w tym roku rzecz wyjątkowa – otwierasz sezon w Teatrze Bolszoj w Moskwie.

Rafał: Tak już 12 i 14 września. To jest coś na czym mi bardzo zależało od dłuższego czasu, czyli Borys Godunow w Moskwie w Teatrze Bolszoj. Tym bardziej, że będzie to na otwarcie 243 sezonu w tym teatrze. Miałem już propozycję otwierania poprzedniego sezonu, tyle że byłem wtedy zajęty, śpiewałem w Concertgebouw w Amsterdamie Fiesca w Simonie Boccanegrze. Natomiast teraz wreszcie do tego dojdzie. Cieszę się tym bardziej, że jest to piękna produkcja, od 1948 roku wystawiania z niesłabnącym powodzeniem. Podobno dekoracje są pod ochroną UNESCO. Występowały w niej takie sławy jak Nikolai Giaurov, Jerome Hines, Ivan Petrov, Alexander Pirogov, Evgenij Nesterenko, czy Ferruccio Furlanetto. Mam już dwa występy w repertuarze rosyjskim na scenie Teatru Bolszoj, czyli Iwana Groźnego w  Pskowiance, znanej na świecie bardziej pod tytułem Ivan the Terrible i Kniazia Halickigo w Kniaziu Igorze. A ten Borys Godunow to jest jedno z marzeń, które się zrealizuję w najbliższym czasie.

Fot: Kinga Karpati i Daniel Zarewicz 

Nadia: Jak się pracuje w Rosji?

Rafał: Przede wszystkim mają tam duży szacunek dla artystów. Moskwa, Teatr Bolszoj to jest jedno z ostatnich miejsc, gdzie rzeczywiście śpiewak operowy czuje się doceniony. No może poza Włochami... Na północy Włoch ktoś dowie się, że jesteś solistą z Arena di Verona, od razu jest się traktowanym wyjątkowo. Ostatnio nawet dostałem rabat na buty dzięki temu. ;-). W Moskwie śpiewacy także są bardzo szanowani, dba się o komfort ich pracy. Teatr Bolszoj nawet po solistów etatowych na każdy spektakl wysyła samochód. Spektakle są zawsze wyprzedane w 100%, mimo że w Moskwie jest siedem teatrów operowych. Ciekawie zaczęła się też moja współpraca z tym teatrem - na mój debiut w Hamburgu, był to Halicki w Kniaziu Igorze Borodina, przyszedł ówczesny dyrektor Teatru Bolszoj i powiedział: "U nas takich basów nie ma. Co pan chce zaspiewać w Teatrze Bolszoj?". Tak się zaczęła moja przygoda z Teatrem Bolszoj, trwająca już szósty sezon. Bardzo sobie cenię współpracę z tym teatrem!

Nadia: Gratuluję Ci i żałuję, że nie mogę wybrać się do Moskwy, aby podziwiać jak otwierasz sezon 2018/2019 w Teatrze Bolszoj! A inne marzenia zawodowe?

Rafał: Większość moich marzeń, jak choćby Zachariasz na Arena di Verona, już się spełniło. Pewnie jak każdy śpiewak - jakaś ciekawa rola w MET, czy Covent Garden. W tej ostatniej była propozycja występu jako Wielki Inkwizytor w Don Carlosie. Niestety termin produkcji  pokrywa się dokładnie z moimi występami w  Rigolettcie w Paryżu, zakontraktowanymi dużo wcześniej. Mam też role, które chciałbym śpiewać, niekoniecznie w określonym teatrze.

Nadia: Jakie to role?

Rafał: To Don Quichotte Messeneta i Mefistofeles Boito. Właściwie te dwie główne role, o których myślę.

Nadia: A jest coś czego się obawiasz w kontekście swojej pracy? Masz jakieś obawy? Czy miewasz gorsze dni, zachwianie pewności co do dalszego toku kariery?

Rafał: Nie, zachwiania pewności może nie. Szukam takich ról i takich wyzwań, które dają mi satysfakcję, które cały czas dają mi przyjemność i energię do pracy…

Nadia: Boisz się, że wyczerpie się limit takich ról?

Rafał: Mam czasami takie obawy ;-). Pasja w naszym zawodzie jest niemal tak samo ważna jak tzw. talent.

Nadia: To co robisz, to jest ciągle bardziej pasja niż praca?

Rafał: Dla mnie to wciąż jest pasja, która jednocześnie pozwala mi godnie żyć. Pieniądze nie są celem, a konsekwencją tego, co robię. Odrzucałem wielokrotnie finansowo znakomite propozycje, które mnie nie satysfakcjonowały artystycznie. Do tej pory zresztą odrzucam. Być może w kilku wypadkach popełniłem błąd, ale z tym zawodem także łączy się konieczność podejmowania decyzji. Ich słuszność często okazuje się dopiero później.

Nadia: Wiem, że śpiewacy niechętnie mówią o rzeczach, których nie zrealizowali i powodach swoich decyzji, ale czy mimo wszystko możesz powiedzieć o jakimś projekcie, którego się nie podjąłeś, a może zrobiłbyś to, gdyby taka propozycja pojawiła się jeszcze raz? Jeżeli nie chcesz to nie mów :-)

Rafał: Powiem, to ciekawe pytanie. Musze chwilę pomyśleć… Miałem kiedyś propozycję od Kathariny Wagner (jedna z dyrektorek Festiwalu w Bayreuth), by wystąpić w Ringu. Ciekawa produkcja. Cały Pierścień Nibelunga ze skrótami w jeden wieczór w siedem i pół godziny. Teatro Colon w Buenos Aires. Zaproponowano mi rolę w tej produkcji, a ja odmówiłem, mimo że to był bardzo dobry kontrakt, ale oznaczał dwa miesiące wycięte z życiorysu i spędzone w Argentynie. Odmówiłem również występu na BBC Proms w Royal Albert Hall. Miałem śpiewać Fasolta w Złocie Renu z Danielem Barenboimem. Niestety wiązało się to z poświeceniem wakacji z dziećmi na przygotowanie roli.


Nadia: Właśnie. W wielu udzielanych przez siebie wywiadach podkreślasz, że niezwykle istotne jest dla Ciebie życie rodzinne. Masz trójkę dzieci prawda? Czy idą w ślady sławnego taty?

Rafał: Mam syna 14 lat i dwie córki 10 i 12. Syn jest już znany warszawskiej publiczności, bo wystąpował w Czarodziejskim Flecie w TWON i WOK jako Pierwszy chłopiec. Poza tym jest laureatem dziewięciu konkursów, ale muzyki lżejszej, świetnie śpiewa np. blues. Obie dziewczynki też mają już pierwsze laury konkursowe za sobą. Są bardzo utalentowane.

Nadia: Trzymam kciuki za kariery Twoich latorośli!  A jak godzisz życie rodzinne z ciągłymi podróżami i pracą w różnych miejscach na świecie?

Rafał: Jak godzę – po prostu dużo latam, wspieram linie lotnicze, szczególnie polskie. W 2016 r. było 90 przelotów, w 2017 chyba 60. Latam do Polski pomiędzy spektaklami. Czasami zdarza się, że moja rodzina przylatuje do mnie, ale rzadko, z racji szkoły. Teraz np. byli na wakacje ze mną w Weronie. Co roku, gdy pracuję na Arenie, wynajmuję mieszkanie nad Gardą w miejscowości Sirmione. Jest to świetna okazja, by spędzić ze sobą więcej czasu. Mimo że ja pracuję, oni odpoczywają.



Nadia: Czy w świecie śpiewaków operowych jest miejsce na przyjaźń? Rywalizacja, kontrakty, kariery, ciągłe  zmiany miejsca, w którym się pracuje, czy mimo tych okoliczności możliwe są prawdziwe wieloletnie przyjaźnie?

Rafał: Tak, są możliwe. Mam dwóch przyjaciół śpiewaków, obydwaj są ojcami chrzestnymi moich córek. Z Arturem Rucińskim przyjaźń trwa już dwadzieścia kilka lat. Poznaliśmy się na studiach. Druga, też już prawie dwudziestoletnia z Jackiem Laszczkowskim. Mówią o nas trzej muszkieterowie ;-)

Nadia: Nie ma żadnej rywalizacji?

Rafał: Mówi się czasami, że nie ma przyjaźni pomiędzy ludźmi tego samego zawodu. My śpiewamy różnymi głosami, to pomaga. Bardzo lubimy występować razem. Kiedyś jak śpiewaliśmy jeszcze dużo w Polsce, to z Arturem jeździliśmy na tournée z Warszawska Operą Kameralną i Teatrem Wielkim. Do legendy już przeszła sytuacja w Teatrze Wielkim, kiedy wszyscy chcieli mieć jednoosobowe pokoje, by mieć spokój, a my wstaliśmy na spotkaniu przedwyjazdowym, przed Japonią chyba i zapytaliśmy czy możemy mieć pokój razem. ;-)

Nadia śmieje się: A często się spotykacie? Przecież wszyscy w rozjazdach, Artur Ruciński też dużo teraz występuje w różnych miejscach?

Rafał: Wtedy kiedy możemy. Jesteśmy w stałym kontakcie, na wszystkich messengerach itd., staramy się rozmawiać przez videokonferencje. Mieliśmy przyjemność śpiewania razem w Paryżu prawie dwa lata temu w Łucji z Lammermooru. Siedzieliśmy tam dwa miesiące, to obiad w jakiejś restauracji razem, wieczór przy winie u jednego albo u drugiego. W pewnym momencie Artur spytał: „Po co my właściwie wzięliśmy dwa mieszkania?” :)

Nadia: Wasza przyjaźń to oczywiste zaprzeczenie opinii, że zazdrość i rywalizacja nie pozwala na przyjaźnie między osobami tych samych zawodów. Gratulacje! Na zakończenie powiedz proszę jeszcze kilka słów o swoich planach zawodowych po otwarciu sezonu w Bolszoj. Co Cię czeka w nadchodzących miesiącach. La Scala, Paryż, Londyn?

Rafał: W La Scali już występowałem…

Nadia: Opowiedz trochę o tym!

Rafał: Mój pierwszy występ w La Scali to ciekawa historia, bo dostałem telefon w ostatniej chwili można powiedzieć. To był Sarastro w Czarodziejskim Flecie w 2011. W tym spektaklu było kilka linijek tekstu po niemiecku więcej, niż w wersjach, w których wcześniej śpiewałem. Zadzwoniłem do koleżanki, Tatiany Hempel-Gierlach, która jest pół Niemką i prosiłem o pomoc. Było to w dniu występu, 1 kwietnia. Mówię „Wiem że dzisiaj jest Prima Aprilis, ale tak się złożyło, że dziś wieczorem debiutuję jako Sarastro w La Scali. Czy możesz mi pomóc?”.

Nadia: I był sukces? Nie wygwizdali Cię? Tam podobno nie ma litości.

Rafał:  A nie, nawet zebrałem duże brawa :-) Potem jeszcze dostałem propozycję zaśpiewania tam Wielkiego Inkwizytora. Gdy dyrektor La Scali, przeniósł się do Paryża zaprosił mnie do nowej produkcji Rigoletta, po którym nastąpił Król Heinrich w Lohengrinie, wcześniej jeszcze Łucja z Lamermoor, teraz Padre Guardiano, później będzie znowu Rigoletto. Ten pierwszy występ w La Scali był naprawdę owocny, jak widać. Co do moich planów po Borysie Godunowie w Moskwie, wystąpię w Neapolu w najstarszym czynnym teatrze operowym, czyli  Teatro San Carlo jako Zachariasz w Nabucco.  Uwielbiam Neapol! Mówi się, że najlepsza kawa i pizza we wszystkich miastach poza Neapolem jest gorsza niż najgorsza w Neapolu i to mówią Włosi, nie tylko ci z Neapolu! Neapol w ogóle jest ciekawym miastem, to jest taka kwintesencja południa Włoch. Pierwsze moje wrażenie z tego miasta – przyleciałem późnym wieczorem, wsiadam do taksówki, kierowca jadąc do hotelu nie zatrzymał się na ani jednym czerwonym świetle. Kiedy to opowiadałem we Włoszech to słyszałem, że oczywiście prawidłowo robił, bo  gdyby się zatrzymał, inni by na niego trąbili. :-) Były właściwie dwa powody, dla których przyjąłem tę propozycję, mimo że planowałem odpocząć trochę po poprzednim, pracowitym sezonie…

Nadia śmieje się: Kawa i pizza? :-)

Rafał: No też! Ale po pierwsze to Teatro San Carlo i Neapol, a po drugie dyryguje Nello Santi – jak mówią o nim – ostatni z wielkich. Moje spektakle są 9, 12, 14 października i oczywiście zapraszam!

Nadia: Neapol to moje marzenie, jeden z ostatnich sławnych teatrów, w którym nie byłam. Masz jeszcze jakieś włoskie plany?

Rafał: Co do Włoch, to w przyszłym roku znów wrócę oczywiście na Arenę, ale włoskich planów właściwie nie mam. Po Neapolu zaśpiewam jeszcze w Padwie, też Zachariasza. Co do innych planów na ten sezon – to rzecz, z której bardzo się cieszę – w styczniu w Filharmonii Paryskiej wystąpię razem z Placido Domingo w gali verdiowskiej.  Wcześniej Rigoletto w Monachium. Zaraz po Paryżu znów Moskwa. Tym razem Filip II w Don Carlosie. Nastepnie znów Monachium-Don Giovanni, Florencja i VIII Symfonia Mahlera z Fabio Luisi. W czerwcu i lipcu Moc przeznaczenia w Paryżu w Opera Bastille.

Nadia: Dziękuję bardzo za naszą rozmowę. Życzę Ci powodzenia Rafał i do zobaczenia na którymś z Twoich spektakli!

Rafał: Zapraszam serdecznie Ciebie i wszystkie osoby, które chciałyby się wybrać na moje przedstawienia i koncerty w Polsce, czy za granicą. Dziękuję Ci, że co miesiąc ogłaszasz na swoim blogu, gdzie będę śpiewał i obiecuję, że zrobię w końcu stronę ze zbiorczą informacją na temat moich planów zawodowych. :-)


W Nabucco na Arena di Verona 












Instagram

Od kwietnia 2018