RAFAŁ SIWEK JAKO KRÓL FILIP W TEATRZE BOLSZOJ



RAFAŁ SIWEK JAKO KRÓL FILIP II W TEATRZE BOLSZOJ 


Oklaski po spektaklu Don Carlos, Teatr Bolszoj Moskwa,
fot: Alexandr Shvartsenstheyn 

Autor: Katarzyna Gardzina-Kubała

Moja wyprawa „na Moskwę” miała wyglądać zupełnie inaczej. Marzyłam o obejrzeniu Rafała Siwka w roli Borysa Godunowa na legendarnej scenie Bolszoj podczas jego moskiewskiego debiutu w tej partii we wrześniu ub. roku. Niestety nie udało się, a plan, aby wybrać się do stolicy Rosji odłożyłam na później. Plany jednak czasem zupełnie niespodziewanie ulegają zmianom, tym razem pod wpływem sprzyjających okoliczności oraz namów i wsparcia otaczających nas ludzi. W ten sposób około dwóch miesięcy temu zapadła decyzja: jadę do Teatru Bolszoj na przedstawienie „Don Carlosa”, w którym Rafał Siwek występuje z powodzeniem od 2013 roku jako Król Filip. Na końcu tekstu umieściłam krótki instruktarz, jak wybrać się do Moskwy za w miarę rozsądne pieniądze (jeśli ktoś będzie potrzebował więcej szczegółów – chętnie służę).

Teatr Bolszoj, Moskwa styczeń 2019 

Teatr Bolszoj to scena legendarna, należąca do światowej czołówki. Przepiękny budynek (otwarty w 1856 roku) o klasycystycznym frontonie ozdobionym u szczytu kwadrygą powożoną przez Apolla i idealnych proporcjach, był wielokrotnie przybudowywany, a w czasach radzieckich, choć nadał był chlubą państwa i władzy, częściowo odarty (co zrozumiałe) z carskich ozdób i ornamentów. W 2002 roku teatr otrzymał, wybudowaną obok (patrząc od frontu po lewej stronie, nieco w głębi) nową scenę, na której grał podczas prac remontowych i rekonstrukcyjnych, jakim poddano historyczny budynek w latach 2005 – 2011. Dzięki nim nie tylko przywrócono – jak przekonują zarządcy teatru – oryginalne ozdoby i wyposażenie wnętrz, ale też zmodernizowano gmach w niewiarygodny sposób, dodając m.in. zascenie pozwalające na wygodniejsze zmiany i transport dekoracji, nowe wyposażenie techniczne, dobudowując w podziemiach (!) salę koncertową, dodatkową dużą salę prób i inne pomieszczenia (np. mieści się w nich teatralny sklep z pamiątkami). Od 2011 roku Teatr Bolszoj gra na obu scenach – historycznej (czerwono-złotej) i nowej (zielono-złotej), daje koncerty w Sali Koncertowej im. Beethovena i na umiejscowionej w jeszcze innym budynku Sali Kameralnej). Dzięki temu bywają dni, kiedy w Bolszoj odbywają się cztery różne wydarzenia. Tak było i podczas mojej zaledwie dwudniowej de facto obecności w Moskwie, dzięki czemu, obok najważniejszego punktu programu, czyli „Don Carlosa” na scenie historycznej, mogłam o godz. 12.00 obejrzeć spektakl baletowy złożony z trzech różnych choreografii (o którym napiszę osobno na moim blogu – ciekawych zapraszam).

Teatr Bolszoj 

Kiedy stoi się przy wejściu do Bolszoj pojawia się to magiczne uczucie, powracające w podobnych miejscach: to tu tworzyli i występowali najwięksi, to tu odbywały się legendarne premiery, to tu można by doszukać się śladów stóp Szalapina, Kozłowskiego, Archipowej, czy spośród tancerzy i tancerek Wasiliewa, Ułanowej i Plisieckiej. Kolumny i tympanon nad wejściem wydają się ogromne, wyniosłe. Po przekroczeniu drzwi (bilety pokazujemy już ochroniarzowi przed drzwiami, inaczej do teatru nie wejdziemy), znajdujemy się w pięknym, ale niewielkim westybulu, z którego z prawej i z lewej strony wiodą eleganckie białe schody wykładane bordowymi chodnikami. Nimi dotrzemy do głównego paradnego foyer na piętrze, jednak zwykle widzowie podążają najpierw bocznymi schodami w dół (wg podziału na prawo i lewo zaznaczonego na biletach) do szatni i ewentualnie toalet, bo w Bolszoj, podobnie jak w większości rosyjskich teatrów czy muzeów, te przybytki umieszczone są w dużej ilości w podziemiu. Na bilecie mamy też przypisany numer naszej szatni.

Wnętrze Teatru Bolszoj

W środku Teatr Bolszoj nie sprawia wrażenia tak ogromnego, jak z zewnątrz, wielka tak naprawdę jest bowiem tylko sala teatralna o rozległym parterze, z amfiteatrem i czterema wieńcami lóż. (schematy wszystkich scen teatru można zobaczyć tu: https://www.bolshoi.ru/visit/schema/) Główne foyer znane doskonale z rosyjskich, i nie tylko filmów, jest piękne i jasne, wszędzie też (we foyer i otaczających koliście salę korytarzykach) królują duże lustra. Koniecznie trzeba odwiedzić, znajdujące się po bokach od głównego foyer: po lewej foyer cesarskie, utrzymane w kolorze czerwonym i złotym z pięknie zdobionymi sufitami (stąd można podobno przejść do dyrekcyjnego saloniku i dalej za kulisy) oraz, po prawej, sale ekspozycyjne muzeum i salę chóru – w jasnej, kremowo-bezowo-złotej kolorystyce. 

Autorka tekstu na parterze Teatru Bolszoj, 26.01.2019

Sama sala widowiskowa olśniewa bogatymi złotymi ozdobami, ciemnoczerwonymi wyściełaniami lóż i foteli, zasłonami z frędzlami, przebogatą carską lożą i złocistą kurtyną, na którą po rekonstrukcji wróciły carskie orły zamiast sierpów i młotów. W Teatrze Bolszoj wszyscy widzowie siedzą na wolnostojących drewnianych wyściełanych krzesłach z drewnianymi oparciami. Typ krzesła różni się w zależności od miejsca, na parterze są to szerokie i na prawdę wygodne fotele, w lożach węższe krzesła, a widzowie siedzący w głębi lóż, aby mieć widok na scenę, mają do dyspozycji krzesła podwyższone, niczym stołki barowe. Warto pamiętać, że w sali, ale także we foyer w wyposażeniu przeważa drewno, nawet poręcze paradnych schodów, na których stoją alabastrowe wazy, są drewniane. Podobno akustyka historycznej Sali Bolszoj jest nierówna i na balkonach są miejsca gdzie gorzej, a nawet całkiem źle słychać, ja jednak – siedząc na parterze – byłam olśniona, jak dobrze wszystkie głosy i gra orkiestry do mnie docierają.

Wnętrze Teatru Bolszoj 
Loża w Teatrze Bolszoj

Zanim przejdę do samego spektaklu - parę słów o moskiewskiej publiczności. Mnóstwo osób przychodzi już godzinę przed przedstawieniem, aby w towarzystwie znajomych spędzić czas we wspaniałych bufetach teatralnych. Nawet w ciężkich czasach realnego socjalizmu były one symbolem elegancji i niedostępnego na co dzień luksusu. Teraz ten luksus jest oczywiście dostępny i poza teatrem, ale ilość szampanów, ślicznych deserków i eleganckich kanapek i przekąsek nadal robi wrażenie. Widzowie nie ubierają się przesadnie elegancko do opery, ale warto pamiętać, że podczas mojej obecności panował w Moskwie 12-stopniowy mróz, widać jednak pewną dbałość o strój. Do opery (i oczywiście na balet) przychodzą wytrawni melomani, którzy porównują wykonania, przychodzą też fani konkretnych artystów, co dosłownie widać i słychać na spektaklu, ale przychodzą też osoby, które chcą zakosztować muzyki, nawet nie wiedząc niemal nic o tytule, na który się wybierają, a w których widać szacunek do sztuki i chęć obcowania z nią. Przy mnie program do spektaklu kupowały dwie panie, które m.in. wypytywały bileterkę, w jakim języku będą śpiewali śpiewacy i skwapliwie kupiły wielką księgę programową do „Don Carlosa” (którą kupuje się osobno, wkładka obsadowa płatna jest również osobno, ale ma kilka stron), aby dokształcić się z treści spektaklu. W przerwie dużo osób ze znawstwem dyskutowało o przedstawieniu, wielu też było turystów z innych miast Rosji, którzy traktowali bytność w Bolszoj jako żelazny punkt wycieczki do Moskwy.

Plakat do moskiewskiego Don Carlosa

„Don Carlos” Giuseppe Verdiego w reżyserii Adriana Noble’a miał swoją premierę w Bolszoj w grudniu 2013 roku i od tej pory miał ponad 50 prezentacji. Ja byłam na 53 spektaklu w dniu 26 stycznia. Spektakl ten był jednocześnie szesnastym występem Rafała Siwka w roli króla Filipa II na moskiewskiej scenie. Już samo to robi olbrzymie wrażenie i zasiadając na widowni przed przedstawieniem miałam wrażenie, że lada chwila pęknę z dumy i zachwytu dla naszego polskiego basa. A kiedy spektakl się rozpoczął muszę przyznać, że momentami uciekały mi pewne ważne fragmenty w wykonaniu innych bohaterów dramatu, tak interesujące było śledzenie aktorskich poczynań Rafała Siwka, gdy dosłownie wcielał się w dumnego, a wkrótce przytłoczonego brzemieniem podejrzeń i niepewności, monarchę. Artysta gra tu Filipa, który pewny swej pozycji i władzy porusza się po swym pałacu przyglądając się dworzanom i w myślach potakując samemu sobie: tak, właśnie tak być powinno – pokora, uległość, porządek. Wkrótce ten stan ducha władcy zakłóca powrót Carlosa, drobne, ale w jego oczach niedopuszczalne uchybienia w hiszpańskiej etykiecie dworskiej (scena: „Perche sola e la Regina”?), a wreszcie podejrzenie zdrady wobec małżonki.

Dinara Alieva (Elżbieta),
fot: fot: Alexandr Shvartsenstheyn  

Król – wyniosły, zakuty w pancerz lswojej władzy i pozycji, gdy pozostaje sam, stopniowo traci opanowanie. Gdy śpiewa arię „Ella giammai m'amò” budzi współczucie, w scenie z Wielkim Inkwizytorem – widz staje po jego stronie w starciu z wszechwładną i bezduszną siłą kościoła, uosobioną przez niewidomego starca, ale w scenie z Elżbietą – nagle wściekłość, obraza i duma bierze górę: surowy król staje się zazdrosnym do szaleństwa mężczyzną. Rafał Siwek nie jest artystą, który gra „od kulisy do kulisy”, ale buduje swoje role z niuansów, tak wokalnych, jak i aktorskich i to czyni je i prawdziwszymi, i ciekawszymi. W „Don Carlosie” był pod tym względem doskonały, w przeciwieństwie (niestety) do swoich scenicznych partnerów, cały czas w roli. Wokalnie także było znakomicie: nie wiadomo, czy bardziej zachwycać się pięknie rozwijającą się frazą w monologu Filipa, czy raczej właśnie bardziej aktorskim zacięciem w interpretacji sceny z Wielki Inkwizytorem (gdy zachodząc duchownego od tyłu król zamierzał się na niego, miałam wrażenie, że poza złością, jest w nim coś psotnego?). 

Rafał Siwek jako Filip II,
fot: fot: Alexandr Shvartsenstheyn

Zresztą: śpiewak tylko się odezwał po raz pierwszy i po widowni przeszedł szumek szeptanych komentarzy pełnych uznania. O, to jest głos! Tak można by analizować scena po scenie cały występ naszego basa, ale wiem, że słowo nie do końca jest władne oddać emocje, jakie towarzyszą takiemu wydarzeniu, więc mam jedynie nadzieję, że zaostrzę w czytelnikach ochotę na posłuchanie Rafała Siwka, gdziekolwiek będą mieli okazję. W Moskwie udowodnił, że Verdiowski Filip II jest, nomen omen, jego koronną rolą. Oglądanie i słuchanie tego artysty w takim miejscu i tym spektaklu było niezwykłym przeżyciem i wielkim przywilejem.
W przedstawieniu 26 stycznia obok Rafała Siwka wystąpili: pochodzący z Uzbekistanu tenor Nazhmiddin Mavlyanov jako tytułowy Don Carlos, Dinara Alieva jako królowa Elżbieta, Elena Zelenskaya jako księżna Eboli (obie panie z Baku), Roman Burdenko w partii markiza Posy, Pyotr Migunov jako Wielki Inkwizytor i młody bas Alexander Borodin w roli Mnicha, czyli Karola V. Spektakl – niestety – co wpływa też na całą obsadę, zdominowała gwałtownie rozwijająca się niedyspozycja głosowa Romana Burdenki, który dosłownie z każdą frazą chrypł coraz bardziej. Warto zaznaczyć, że przedstawienie grane jest w Bolszoj z jedną tylko przerwą, więc dopiero po niej można było nadać komunikat o tym problemie i poinformować widzów, że baryton postanowił dokończyć spektakl, ale pomóc to wiele nie mogło… Byłam pewna, że aria Posy zostanie w tej sytuacji zwidowana, ale stało się inaczej! Burdenko przekonująco umierał w ramionach Carlosa, podczas gdy z kulisy jego scenę i arię odśpiewał… jeden ze szlachciców z Flandrii, Aluda Todua, którego doskonale pamiętam z warszawskiego Konkursu Moniuszkowskiego, gdzie jednak nie wszedł do finału. Jest teraz członkiem zespołu Teatru Bolszoj i tym niespodziewanym, a niezwykle udanym zastępstwem może sobie otworzyć drzwi do prawdziwej kariery.

Aluda Touda (szlachcic flandryjski) i Roman Burdenko (markiz Posa),
fot. Alexandr Shvartsenshteyn

Z reszty obsady najbardziej podobała mi się Elżbieta w wykonaniu Dinary Alievej, choć może śpiewaczka niezbyt poruszała aktorską stroną wykonania, to śpiewała piękne, a aria w ostatnim akcie była wprost znakomita! Nazhmiddin Mavlyanov w roli Don Carlosa rozkręcał się stopniowo i w finale także całkowicie mnie do siebie przekonał. Artysta dysponuje bardzo nośnym i ciekawym w barwie głosem, warto się mu przyglądać. Elena Zelenskaya pokazała w partii Eboli dobrą rutynę sceniczną i momentami pięknej barwy mezzosopranowy głos, ale też były chwile, kiedy słychać było, że najlepsze lata ma za sobą. Ma jednak za sobą również zaprzysięgłe grono fanów, którzy nagradzali jej kolejne arie głośnymi okrzykami. Pyotr Migunov w duecie z Rafałem Siwkiem starał się nadrabiać dużo mniejsze walory głosowe stworzeniem dość odpychającej postaci Wielkiego Inkwizytora – pokracznego, przebiegłego, zasuszonego staruszka, który jest absolutnie pewien strachu, jaki roztacza, muzycznie jednak nie przekonał mnie wcale. Pięknym materiałem głosowym dysponuje za to Alexander Borodin (Mnich), któremu reżyser kazał dość intensywnie snuć się wokół grobowca tak w początku, jak i w końcu opery, było to jednak śpiewanie jeszcze dość surowe. Dyrygowała Keri-Lynn Wilson, do której sztuki dyrygenckiej nie mam wielkiego przekonania i zdania po moskiewskim „Don Carlosie” nie zmienię. Brakło i polotu, i śpiewności, i wydobycia z partytury Verdiego kontrastowych nastrojów, choćby święta i grozy w scenie Autodafe.


Te braki wynagradza widzom stęsknionym za pięknymi spektaklami operowymi inscenizacja Adriana Noble’a z prostą, a monumentalną i funkcjonalną scenografią Tobiasa Hoheisela i wspaniałymi, przepięknymi kostiumami Moritza Junge. Hiszpański dwór nie jest w tym ujęciu wcale taki ponury i czarny, dworzanie noszą stonowane, ale kolorowe stroje, tylko król i królowa noszą się na czarno, na publiczną egzekucję przywdziewają jednak olśniewające złociste szaty. Szare, kamienne ściany zbiegające się gdzieś w głębi w ostrej perspektywie przytłaczają, ale w odpowiednich momentach scenograf dodaje w tle altanę czy półprzezroczysty horyzont i już mamy ogród, w którym królowa spędza czas z dwórkami. Trochę dziwiło mnie użycie tańca, bo hiszpański dwór wypadł nagle dość frywolnie – w scenie Eboli i dwórek panny te ćwiczyły w parach figury z volty – bardzo odważnego tańca z tamtych czasów, a w scenie schadzki Carlosa w Eboli – za ich plecami zakochane pary dworzan także tanecznym krokiem przebiegały przez ogród. Dla kontrastu – w większości ponurych scen wciąż z góry bezlitośnie prószył teatralny śnieg, a pod szarymi ścianami leżały szarawe zaspy, jakby reżyser sugerował, że to świat zmrożony i zimny, i nie ma dla niego nadziei.

Moskwa styczeń 2019 

PS. Wskazówki praktyczne przed wyprawa do Teatru Bolszoj w Moskwie. Gdy ustalimy termin i spektakl (spektakle), na które chcemy się wybrać, a nie mamy do dyspozycji nieograniczonych funduszy, musimy wziąć pod uwagę kilka rzeczy. Do Rosji obowiązują wizy, więc musimy wliczyć jej koszt w ogólne koszty wycieczki. Jeśli jedziemy do opery jako turyści nie mamy automatycznie zaproszenia, które jest potrzebne do wystawienia wizy. Takie zaproszenie (lub voucher turystyczny) może nam za opłatą wystawić hotel, w którym zarezerwujemy nocleg, albo biuro wizowe w Polsce, przez które będziemy załatwiać wizę (jedno i drugie podnosi koszt całkowitej opłaty, chyba że mamy znajomego w Rosji, który wystawi nam bezpłatne zaproszenie). Samo uzyskanie wizy nie trwa długo, można ją otrzymać już w terminie 10 dni, o ile poprawnie wypełnimy wniosek, itp. Wszystkie informacje znajdziemy na stronach rosyjskiej ambasady lub biur wizowych – ja skorzystałam z tej drugiej opcji, droższej, ale bezproblemowej. Do uzyskania wizy potrzebujemy oczywiście ważnego paszportu, zdjęcia spełniającego wymogi zdjęcia paszportowego i potwierdzenia rezerwacji noclegu na okres pobytu.

Autorka tekstu w Moskwie,
styczeń 2019

Tani nocleg, nawet w ścisłym centrum Moskwy (ja mieszkałam dwie przecznice od Bolszoj), można zarezerwować przez popularne portale, ale nie należy liczyć na europejski trzy-gwiazdkowy standard. Oczywiście z wyprzedzeniem, czyli taniej, rezerwujemy bilety lotnicze (ja kupiłam prawie 2,5 miesiąca wcześniej) – bezpośrednio liniami LOT lec się do Moskwy niecałe 2 godziny na lotnisko Moskwa – Szeremietiewo, z którego dojazd do centrum Moskwy pociągiem i metrem lub autobusem i metrem wynosi od około godziny, do nawet dwóch godzin. Same bilety do Teatru Bolszoj możemy kupić przez stronę teatru w Internecie. W zależności od tytułu i sceny ceny wahają się od ok. 800 rubli (45 zł) na balkonie na nowej scenie do nawet 15.000 rubli (855 zł) na parterze na scenie historycznej. Podczas zakupu musimy podać numer paszportu i inne dane, na nasz adres e-mail otrzymamy voucher, z którym w Moskwie udajemy się do kasy i za okazaniem karty kredytowej, za pomocą której (!) dokonaliśmy zakupu, odbieramy właściwy bilet. Przy wejściu do teatru do biletu musimy okazać paszport. Ponadto warto wiedzieć, że do Teatru Bolszoj wchodzimy zawsze przez bramki bezpieczeństwa i oddajemy torby i torebki do przeszukania.

Moskwa, styczeń 2019 











Instagram

Od kwietnia 2018